Oglądałam wczoraj "Księżyc w nowiu", bo nigdy nie obejrzałam choćby połowy filmu. Całkiem okej, choć przez to nasunęło mi się tyle myśli. Może dlatego oglądałam do końca, że główna bohaterka zmagała się podobnym problemem co ja jakieś niecałe 2 miesiące temu. Miałam swój wybór. Wybrałam tak samo jak ona - istotę zimną, tajemniczą, owianą zagadką, niepewnością, zmysłową w jakiś sposób, która intrygowała. Dlaczego nie wybrałam tej ciepłej? Tej, którą znałam. Tylko, że ja niestety wybrałam źle, gdyż chłód bijący od drugiej osoby wygrał. Straciłam to. Czuję się jak bohaterka w pierwszej części filmu, która zetknęła się z rzeczywistością, w której jest nic, pustka, smutek i melancholia. Która potrzebuje czasu dla siebie. Potem wraca do przyjaciół, zaczyna spotykać się z ludźmi, ale w jakiś sposób nie działa poprawnie. I nie wiadomo, kiedy to się zmieni. Pomaga jej w tym przyjaciel - u mnie dwóch, by podnieść się, zająć myśli. Tylko.. czy to wystarczy? .. A Wy, wybralibyście istotę zimną, czy ciepłą?

Księżyc w nowiu okej, aczkolwiek najlepsza część to zmierzch <3
OdpowiedzUsuńpierwsza - najlepsza. ;)
OdpowiedzUsuń